„Nazwisko na berg przerażało mnie” – wyznania Marii Jadwigi Strumff na temat Żydów
Zuzanna Kołodziejska-Smagała
Jadwiga Strumff pisze, że jest przerażona wizytą u pierwszej pacjentki, bo „Żydów zna tylko z książek”, nie wie zapewne, jacy oni są, ale spodziewa się, że raczej nieuprzejmi, obcesowo odnoszący się do usługodawców, dlatego zaskakuje ją sympatia, z jaką się spotyka. Pisząc te słowa, autorka daje do zrozumienia czytelnikowi, że jest Polką z zamożnej rodziny, o czym mimochodem wspomina w innym miejscu tekstu[1]. W obu wersjach swojego studium o ludziach i życiu konsekwentnie pomija osobiste, umożliwiające jej identyfikację, szczegóły biograficzne; wyjątkiem jest opis pożycia małżeńskiego. Wydaje się więc, że autorka bardzo nie chciała zostać zidentyfikowana. Plan jednak został zniweczony przez wnuka – Tadeusza Strumffa – który nie tylko podał pełne brzmienie jej nazwiska, ale dodał, istotny dla rozważań na temat stosunku Masażystki do Żydów, element jej biografii: żydowskie pochodzenie oraz fakt dokonania w 1891 roku konwersji własnej i dzieci. Informacje od potomka oraz zrekonstruowana na ich podstawie przez Jolantę Żyndul historia rodziny Jadwigi Strumff, mają znaczący wpływ na interpretację tekstu, bowiem, po pierwsze zmuszają do postawienia pytania o antysemityzm wśród Żydów[2], a po drugie komplikują nieoczywisty portret psychologiczny autorki. Ponadto, w świetle dopowiedzeń Tadeusza Strumffa cytowany fragment pamiętnika Masażystki musi prowadzić do wniosku, że minęła się ona z prawdą. Skoro pochodziła z zamożnej, lekarskiej, asymilującej się rodziny, musiała znać Żydów „nie tylko z książek”.
Z badań Jolanty Żyndul wiadomo, że Jadwiga Strumff po kądzieli i po mieczu miała znanych i szanowanych krewnych, którzy od połowy XIX wieku ulegali akulturacji do polskości, angażowali się też w działania na rzecz odzyskania niepodległości. Wydaje się więc, że niechętnego stosunku do tzw. mas żydowskich autorka mogła nabrać w domu. W świetle ustaleń Jolanty Żyndul jest jasne, że jej rodzina obracała się w kręgach dążącej do integracji z polskim społeczeństwem inteligencji żydowskiej, która w przeważającej liczbie uważała, że na drodze do zgodnego pożycia Żydów z nieżydowską większością stoją właśnie niewykształcone, zabobonne masy żydowskie. Jej ojciec, który, jak dowodzi Jolanta Żyndul, był propagatorem nauki i posiadał duży księgozbiór, brał żywy udział w debacie na temat tragicznych skutków braku przestrzegania higieny przy rytuale obrzezania. Dyskusja, która się odbiła szerokim echem w ówczesnych kręgach inteligencji, wpisywała się w szerszy dyskurs o rzekomej większej skłonności tych najuboższych do życia w niehigienicznych warunkach. Musieli oni być też pacjentami jej ojca, który, jak na ówczesnych lekarzy żydowskich przystało, najpewniej leczył nie tylko zamożnych, ale też biednych Piotrkowian. Miasto licznie zamieszkiwała mniejszość żydowska[3], Jadwiga Strumff na pewno miała z nimi kontakt przy różnych okazjach. Możliwe też, że niektóre z jej szkolnych koleżanek były Żydówkami[4]. Wreszcie, jej mąż był Żydem[5], a choć rodzina jego ojca dokonała konwersji w latach 50. XIX wieku,[6] to ślub mógł mieć żydowski charakter. Bez wątpienia był to mezalians ze strony Jadwigi Strumff, ponieważ wiązała się z kupcem, którego bliscy zarówno na poziomie finansowym, jak i klasowym stali znacznie niżej od jej familii.
Autorka wspomnień konwersji dokonała jeszcze za życia matki, która została wierna judaizmowi, ale prawdopodobnie nie sprzeciwiała się wyborowi dzieci[7]. Jak się okazuje, Jadwiga Strumff nie była w tym odosobniona, ponieważ prawie cała jej rodzina, a przynajmniej rodzeństwo przeszło na chrześcijaństwo między 1882 a 1891 rokiem.[8] Akt konwersji, zwłaszcza na religię rzymsko-katolicką, był dla wielu, w tym zasymilowanych Żydów, ostatecznym zerwaniem wszelkich więzów z własną kulturą[9]. Abstrahując jednak od stosunku jej rodziny do tego kroku, potwierdza on niewątpliwie potrzebę autorki dokonania decydującej przemiany w życiu, zapewne po zakończonej niepowodzeniem próbie powrotu do męża[10]. Masażystka zresztą kilkukrotnie wspomina o potrzebie odcięcia się od przeszłości.[11]
Odnoszę wrażenie, że w przypadku Jadwigi Strumff konwersja nie jest wyłącznie aktem religijnym ani potwierdzeniem faktycznego odejścia od wiary i tradycji przodków – czynem w gruncie rzeczy czysto formalnym, ułatwiającym funkcjonowanie w nieprzychylnym Żydom i innym mniejszościom, świecie. Wydaje się, że jest dopełnieniem zmiany tożsamości, której autorka dokonuje w dość drastyczny, a na pewno zdecydowany sposób. Konwersja nierozdzielnie łączy się z decyzją o podjęciu pracy w charakterze masażystki. Decyzją, bez wątpienia przemyślaną, ale nastręczającą wielu trudności. Podstawową jest zmiana statusu i środowiska – z klasy średniej, czy z wyższej klasy średniej, z żony na utrzymaniu męża staje się przedstawicielką niższej warstwy, usługodawczynią, swoistą komiwojażerką. Do tego jej zawód, choć na początku XX wieku coraz popularniejszy[12], mógł budzić zgorszenie wśród członków jej klasy społecznej; zresztą sama Jadwiga Strumff pisze o konieczności pokonania „wstrętu do wszystkiego co brzydkie i obrzydliwe” .
Z jej zapisków wynika, że ucieczka męża do Wiednia była dla niej przeżyciem niezwykle trudnym[13]. Czyż nie jest niemożliwe, że konwersja, która następuje rok po nieudanej próbie nawiązania powtórnie kontaktu z mężczyzną, była rodzajem odcięcia się od niego i wszystkiego, co wiązało się z życiem, które kiedyś wiodła, a którego została nagle pozbawiona? Wydaje się, że Masażystka, mimo sporadycznych kontaktów z mężem, nie chciała wracać do już zamkniętego dla niej rozdziału, bo chyba tylko w ten sposób można by tłumaczyć jej wyznanie, że najmłodszy syn nie zna ojca. Inna sprawa, że może to być nie do końca prawda, biorąc pod uwagę fakt, że Tadeusz urodził się w 1887 roku, a pięć lat później, jak pisze Jadwiga, Strumffowie podjęli próbę życia razem, która po półtora roku ostatecznie zakończyła się rozstaniem[14]. Autorka dokonuje konwersji w 1891 roku, jak pisze jej wnuk, a to właśnie w tym czasie mąż zaczyna pisywać do niej listy, próbując nawiązać kontakt. Kiedy Hipolit Strumff wraca, ona jest zupełnie inną osobą – niezależną finansowo i mentalnie kobietą, której były partner nie jest w stanie zdobyć, bo ona żywi do niego tylko litość i oziębłość. Nie jest też już Żydówką.
Antysemickie klisze Jadwigi S.
Kiedy czyta się wszystkie, trzeba powiedzieć, dość nieliczne, fragmenty pamiętnika dotyczące Żydów, wyczuwa się w nich niechęć, czasem wyraźnie widać antysyjonistyczne stereotypy i klisze. Powstaje więc pytanie, na ile Jadwiga Strumff była antysemitką, czy w ogóle można tak ją nazwać, czy po prostu reprezentuje język epoki, podobnie jak powszechnie znane słownictwo, które autorka stosuje do opisu ówczesnych prostytutek. Narracja, której używa w całym tekście, jest nacechowana, emocjonalna, ostatecznie ma to być studium poszczególnych przypadków – typów ludzkich, a tego nie można dokonać bez posługiwania się epitetami. Autorka, co prawda, stawia siebie z boku, trochę jako obserwatorka własnego życia i przemiany oraz zachowań innych. Nie jest jednak, i chyba nie zamierzała być, zdystansowaną badaczką, ale, jak byśmy dziś powiedzieli, prowadzi obserwację uczestniczącą. Nie bez znaczenia, jak sądzę, dla rozważań nad stosunkiem Jadwigi S. do Żydów, a właściwie nad jej narracją ich dotyczącą, jest czas powstania tych zapisków. Wiemy, że swoje studium zaczyna pisać w czwartym roku praktyki, co oznacza pewnie 1897 rok, zakładając, że została masażystką po śmierci matki, co sugeruje w poniższym fragmencie:
Matka moja umarła. Znowu pomimo mych prośb wyjechał. Zostałam bez żadnych funduszów, miałam odebrać po Matce pewną sumkę, ale na razie zostałam bez rubla. Przeciwności wywołują u mnie energię. Postanowiłam pracować i utrzymać dom cały. Kilka lat temu uczyłam się massażu. Z całym zapałem oddałam się pracy, przezwyciężyłam wstręt do wszystkiego, co brzydkie i obrzydliwe, czekałam chwili wejścia do szpitala, upatrywałam brudnych dziadów i baby, a najszczęśliwszą chwilą w moim życiu była ta, kiedy krawiec odzyskał władzę w ręku i tak mi dziękował. Cieszyłam się nadzieją, że będę mogła ulżyć cierpiącym, zapominałam o tem, że robię to dla chleba. Pewien doktór poradził mi żeby zająć się massażem kosmetycznym i manicure.
Z aktu zgonu Emy Szancer wiemy, że umarła 10 września 1893 roku, a Hipolit Strumff był jedną z osób zawiadamiających władze o jej śmierci. Autorka pamiętnika decyduje rozpocząć pracę po nieudanej próbie powrotu do męża w 1892 roku, więc należałoby założyć, że praktykę masażystki zaczęła w 1893 lub w 1894 roku. Na ostatniej stronie zeszytu umieściła trzy enigmatyczne daty: 9 II 1899, 31 V 1904 i 1908 rok. Należy przypuszczać, że pewnie w tych latach spisywała wspomnienia lub wprowadzała poprawki do tekstu. Cytowany już przeze mnie fragment, w którym informuje, że jej najmłodszy syn nie zna ojca, sugeruje, że zanotowała te słowa w 1908 roku, bo wtedy Tadeusz Strumff miał dwadzieścia jeden lat.
Od lat 80. XIX wieku w Królestwie Polskim narasta niechęć wobec Żydów. Początkowo, mimo rozpoczęcia działalności jawnie antysemickiego pisma, jakim była „Rola” Jana Jeleńskiego[15], pogromu w Warszawie w 1881 roku oraz fali uchodźców wyznania mojżeszowego, napływających z Cesarstwa Rosyjskiego, kwestia ta nie dominuje publicznej debaty. Jednak na przełomie XIX i XX wieku dyskusja o „żydowskiej infiltracji polskiego społeczeństwa” staje się coraz żywsza i nawet dotychczasowi zwolennicy asymilacji, zaczynają wyrażać swoją niechęć wobec tej mniejszości[16]. Jak podkreśla Grzegorz Krzywiec, dopiero „powstanie żydowskiej przestrzeni publicznej, przede wszystkim jednak masowej prasy jidyszowej okazało się jednym z najważniejszych katalizatorów tego fenomenu [niechęci wobec migrantów z Cesarstwa Rosyjskiego, tzw. litwaków i upowszechnienia się antysemityzmu – ZKS][17]. Jadwiga Strumff pisze więc swoje wyznania w dobie fiaska idei asymilacji i uobywatelnienia Żydów. Jednocześnie dla wywodzących się spośród nich, akulturujących się elit, do których Masażystka, choćby z powodu rodzinnych powiązań, należała, uciekający z Cesarstwa Rosyjskiego przed pogromami i prześladowaniami stanowili zagrożenie, ponieważ uosabiali, jak zaznacza Grzegorz Krzywiec, wroga ze Wschodu. W ten sam sposób wyznawcy judaizmu na ziemiach polskich byli postrzegani przez zasymilowane środowiska w Niemczech czy Austrii[18]. Geneza zjawiska niechęci do litwaków ze strony Żydów mieszkających w kraju jest skomplikowana, a moment jej przejścia do głównego nurtu polskojęzycznej debaty politycznej, trudny do wychwycenia. Niemniej wydaje mi się, że na Jadwigę Strumff, poza osobistymi powodami niechęci do środowiska, z którego postanowiła się wyrwać, mogła mieć wpływ atmosfera przełomu wieków. Krzywiec podkreśla, że pod koniec pierwszej dekady XX stulecia ta nieprzychylność zaczyna mieć postać „antyżydowskiej czy antylitwackiej paniki moralnej”[19]. Wielu przedstawicieli żydowskiej inteligencji zaczyna wówczas odczuwać, opisywany przez Zygmunta Baumana[20], fenomen niemożności nie-bycia Żydem – konwersja przestała już być środkiem zaradczym, nie gwarantowała awansu na obywatela pierwszej kategorii.
W opisach pacjentek pochodzących z tego środowiska Jadwiga Strumff sięga po rozmaite klisze i stereotypy. Jednym z nich jest teza o niższych standardach higienicznych panujących w domach żydowskich, nawet tych zamieszkałych przez klasy wyższe. W wyznaniach Masażystki zamożna pani Berg nie wietrzy swojego eleganckiego mieszkania, ale skrapia je perfumami[21]. Może zapach ma przykryć nie tylko przykry odór, ale tuszować prawdziwą naturę i pochodzenie gospodyni, która, w opisie Jadwigi Strumff, próbuje być kimś innym niż jest – wielką damą, którą nigdy nie będzie. Z kolei w mniej zamożnych domach żydowskich Masażystkę razi brud i brak porządku. U rzeźnika, którego córkę odwiedza, mieszają się zapachy pieczonej gęsi oraz długo niepranej bielizny i pościeli[22]. Chociaż warunki, w których mieszka jego rodzina nie odstawały zapewne od tych, w jakich egzystowali chrześcijańscy przedstawiciele niższych warstw społecznych, autorka decyduje się opisać akurat ten dom w niezwykle sugestywny, synestezyjny wręcz sposób.
Teza o żydowskim zamiłowaniu do brudu należała do powszechnego w całej Europie repertuaru retorycznych środków stosowanych przez antysemitów. Była jednak też jedną z tych, których, przynajmniej do 1905 roku, walczący z uprzedzeniami przedstawiciele akulturujących się środowisk nie dyskredytowali, zgadzając się widać z opinią, że ubogie, w ich oczach zacofane, warstwy żydowskiego społeczeństwa nie zachowują tych samych standardów higienicznych, co chrześcijanie. Brak sprzeciwu wobec niektórych argumentów antysemitów był zabiegiem taktycznym środowiska żydowskiej inteligencji, miał służyć podkreśleniu obiektywizmu, jakim, ich zdaniem, kierowali się w ocenie „charakteru żydowskiego”. Jako że ta akulturująca się grupa walczyła z zachowującymi tradycję i wiarę przodków „zacofańcami”, nie mogła nie podzielać niektórych opinii formowanych przez nieprzychylne im organy prasowe. Fragment opisujący wizytę w domu rzeźnika nosi w sobie rys podobieństwa do opisów warunków mieszkaniowych i mentalnych przedstawicieli tej mniejszości z niższych warstw społecznych obecnych na łamach polsko-żydowskiej prasy tego czasu.
Chorująca z powodu zaaranżowanego małżeństwa młoda dziewczyna była częstą bohaterką zarówno literatury polsko-żydowskiej, jak i skandali obyczajowych opisywanych w gazetach[23]. Swój dystans do opisywanego środowiska Jadwiga Strumff podkreśla konkluzją „u nich to, co jest niby najidealniejszego, najszlachetniejszego – miłość – jest grzechem!”. Widać tu też wpływ własnych doświadczeń – Masażystka, kobieta niezależna – nie uważa już uczuć za coś wzniosłego. Czy więc autorka nie jest tu jedną z zatroskanych żydowskich inteligentek, które z przerażeniem patrzą na warunki życia swoich współwyznawców? Wydaje się, że ton i uwypuklony dystans wobec pacjentów zbliża tę wypowiedź bardziej do retoryki obecnej w głównym nurcie publicystyki tego czasu. Z drugiej strony, kiedy pisze o „rażącej mowie” rodziny Abrama Faktora, który pozostanie dla niej Żydem, mimo że jego synowie są świetnie wykształceni, posługuje się sugestywnym mitem antysemickim o niedostatkach polszczyzny u wyznawców judaizmu, widocznych zarówno w obcym akcencie, jak i doborze słów[24].
Jadwiga Strumff posługuje się też silnie zgenderyzowanym stereotypem antysemickim o rzekomym wybujałym erotyzmie Żydówek. W charakterystyce pani Berg uderza jej wulgarność, pospolitość i próba zaimponowania Masażystce opowieściami o niezliczonych flirtach i romansach, którym się oddaje[25]. Z jednej strony pobrzmiewa tu ton antysemickiej narracji o zakłamaniu, nieszczerości, przebraniu i maskaradzie, jakimi posługują się Żydzi, żeby przeniknąć do kultury większości i jej zaszkodzić – rozsadzić ją od środka. Pani Berg, jak podkreśla autorka, robi to, co jej się wydaje, że robią chrześcijanki o jej pozycji majątkowej, a więc udaje kogoś, kim nie jest. Aspiruje do klasy, której częścią nigdy nie będzie i może to tak bardzo razi Jadwigę Strumff. Z drugiej zaś strony pobrzmiewa tu echo tez Otto Weiningera o rozwiązłości i lubieżności cechujących zarówno kobiety, jak i Żydów[26].
Jednak, jeśli spojrzymy na ten fragment z innej perspektywy, to, podobnie jak w wypadku córki rzeźnika, jednoznacznie antysemicki obraz zaczyna się komplikować. Akulturujące się środowiska często bowiem piętnowały panującą wśród aspirujących do zmiany własnego statusu Żydów, upodobnianie się do chrześcijańskiej większości, w czym, zdaniem wielu, prym wiodły właśnie kobiety. Naśladownictwo wiąże się tu z uczuciem infamii z powodu własnego pochodzenia, chęcią ukrycia go pod warstwą konwenansów, strojów, języka[27]. Nahum Sokołów rozliczając własne środowisko z popełnionych błędów, które ostatecznie doprowadziły do fiaska idei integracji z większością, pisał o wstydzie, który uniemożliwia zrozumienie i dopuszczenie do swojego świata tych mniej wykształconych, uboższych mas, o które pod koniec XIX wieku zaczynał toczyć się bój między ideologami różnych ruchów społecznych powstających w obrębie tej społeczności[28]. Sokołowa oburzała dwulicowość „półżydków” – z jednej strony dążących do równouprawnienia wyznawców judaizmu, a z drugiej wykluczających ich ze swojego otoczenia; nie zgadzających się z antysemickimi zarzutami, ale wyśmiewających wszystko, co żydowskie: „chce, a nie chce być żydem, kocha, a nienawidzi swoich.”[29]
W stosunku Jadwigi Strumff do tej społeczności można zobaczyć dowód na sformułowaną przez Sandera L. Gilmana tezę o samonienawiści Żydów – żeby być Niemcem czy Polakiem żydowskiego pochodzenia, trzeba być bardziej niemieckim i bardziej polskim od nich[30]. Sokołów podkreślał, że rozwikłaniem sytuacji „półżydka” jest całkowite zerwanie z własnym środowiskiem, ale, jak pokazała historia, nie było to rozwiązanie optymalne. Wydaje się, że Jadwiga Strumff z jednej strony w nieprzychylny sposób opisuje żydowskie pacjentki, ponieważ rażą ją różnymi swoimi cechami, podobnie jak niektóre przedstawicielki polskiej większości. Na tym tle wyróżniają się tylko rosyjskie arystokratki, które są „uprzedzająco uprzejme”[31] i którym autorka nie ma nic do zarzucenia. W tych opisach jest więc „obiektywną” obserwatorką życia, która dzieli się z czytelnikiem swoimi doświadczeniami. Z drugiej zaś strony uderza nieprzychylny ton, brak zniuansowania czy choćby, jak przy okazji niepochlebnych opisów chrześcijanek, brak jakichkolwiek pozytywów. Żydzi stoją w tekście na przeciwległym biegunie do Rosjan.
Zatem, czy można z całą pewnością stwierdzić, że Jadwiga Strumff była antysemitką?
Czy Jadwiga S. była antysemitką?
Zapewne nie da się udzielić odpowiedzi na to pytanie. Jak próbowałam pokazać, antysemityzm jako zjawisko jest materią skomplikowaną, mającą wiele obliczy. Jednocześnie sama Jadwiga Strumff zdaje się być postacią o dość trudnej do rozszyfrowania osobowości. Warto też pamiętać, że w jej czasach, z jednej strony nie naznaczonych mającym się wydarzyć ludobójstwem, a z drugiej określonych przez ścierające się i buzujące w społecznym krwioobiegu rozmaite ideologie, teorie, prądy i ruchy społeczne, wypowiedzi, które dziś wydają się antysemickie, niekoniecznie za takie mogły być wówczas uważane. Tę niechęć da się zauważyć nawet w nieantysemickiej czy prawicowej publicystyce tamtego czasu. Wystarczy wspomnieć rozłam, do jakiego dochodzi w 1912 roku w warszawskim kręgu Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit z powodu poparcia „Steru” dla bojkotu sklepów żydowskich[32].
We fragmencie opisującym niedoszłą wizytę u dawnej przyjaciółki, Jadwiga Strumff zaznacza, że „dzisiaj nie zrobiłabym tego […] ale wtenczas jeszcze byłam pełną przesądów”. Ta uwaga może się odnosić zarówno do żydowskiego pochodzenia rodziny koleżanki – dzisiaj Masażystka weszłaby do tego domu, bo nie miałoby dla niej znaczenia, że oni „zajmują poślednie stanowisko w społeczeństwie”, jak i do faktu, że reprezentują gorszy status, co nie musi mieć związku z antysemickimi uprzedzeniami autorki. Kiedy Jadwiga Strumff przyjeżdża do Warszawy, jest wciąż przedstawicielką zamożnej klasy średniej, więc pokazanie się w stojącym niżej w hierarchii społecznej domu mogło być dla niej trudne. Niewątpliwie tekst wyznań doskonale pokazuje wielopłaszczyznową przemianę, jaką przeszła autorka. Wyrzeczenie się własnego żydowskiego pochodzenia było jedną z nich. Konrad Ambroziak podkreśla, że dyskurs antysemicki niczego nie wyraża poza stłumionymi popędami osób mówiących[33]. Wydaje się, że klisze i stereotypy, którymi posługuje się Jadwiga Strumff, są właśnie wyrazem jej tłumionego wstydu z jednej strony, a z drugiej próbą odcięcia się od przeszłości, dokonania ostatecznej przemiany z żony w kobietę niezależną, w palącą papierosy masażystkę. Odnoszę wrażenie, że konsekwencja, z jaką zaciera wszelkie ślady pozwalające ją zidentyfikować – a za takie uznaję też stosowanie antysemickich paradygmatów, oddalają one bowiem czytelnika od podejrzenia, że autorka sama może być Żydówką – dowodzi, jak trudną w gruncie rzeczy była dla niej decyzja o zmianie życia i o zerwaniu ze swoją przeszłością.
Nie jest też pewne, czy po podjęciu pracy masażystki wbrew siostrom, miała jeszcze z nimi kontakt. Można też spekulować, na ile niechęć do podtrzymywania relacji z krewnymi wynikała z żalu z powodu braku pomocy w organizacji nowego życia – musiała przecież, jak pisze, zastawić obrączkę, żeby dać ogłoszenie do gazety i rozpocząć swoją praktykę – a na ile wynikała z podjętej wcześniej decyzji o wyjściu za mąż za stojącego niżej w hierarchii kupca, co pewnie nie spotkało się z przychylnością rodziny. Dodatkowo, psychologicznie trudne mogło być przyznanie, że ten krok był niewłaściwy i nie dał Jadwidze Strumff oczekiwanego szczęścia.
W tekście kilkakrotnie pojawia się sugestia strachu przed zdemaskowaniem. Choć można go rozumieć jako obawę przed zmianą klasy społecznej, to wydaje się, że może to być też niechęć do odkrycia w Masażystce Żydówki. Odpowiadając więc na pytanie o antysemityzm Jadwigi Strumff trzeba chyba uznać, że stosowała w opisie pacjentek żydowskich rozmaite klisze antysemickie, które miały służyć do zamaskowania jej własnego pochodzenia z jednej strony, a z drugiej wpisywały się w ówczesny sposób mówienia o sprawach społecznych, w tym i o niechrześcijańskiej mniejszości. Wyznania Masażystki stanowią też wyraźny dowód na to, jak wielkie znaczenie dla naszych interpretacji tekstu ma znajomość kontekstu – bez informacji od wnuka ani bez sprawdzenia szczegółów biograficznych autorki jej antysemickie komentarze pozbawione byłyby tragicznego rysu psychologicznego, stają się one kolejnym przykładem na powszechność antyżydowskich stereotypów w ówczesnym piśmiennictwie, tak w literaturze, jak i publicystyce.
[1] „Jednem słowem życie zamożnej panny na wydaniu”.
[2] Na ile komentarze Jadwigi Strumff, dotyczące Żydów, należą do dyskursu antysemickiego, odpowiem w dalszej części tekstu.
[3] W 1870 r. żydowscy mieszkańcy stanowili 41% Piotrkowian: J.K. Janczak, Ludność w latach zaborów i I wojny światowej, w: Dzieje Piotrkowa Trybunalskiego, red. B. Baranowski, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1989, s. 246, 259; za: Piotrków Trybunalski. Demografia w: Wirtualny Sztetl, https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/p/501-piotrkow-trybunalski/100-demografia/21546-demografia (dostęp: 25.11.2020).
[4] Zresztą we fragmencie, w którym wspomina niedoszłą wizytę w domu Abrama Faktora, pisze o przyjaźni z jego córką, sięgającej czasów sprzed przeprowadzki do Warszawy.
[5] Widać to w zachowanych w Piotrkowie aktach małżeństwa Marii Jadwigi Szancer i Ipolita (Hipolita) Sztrumfa (Strumffa), https://jri-poland.org/databases/jridetail_2.php (dostęp: 3.08.2021). Mąż był 7 lat starszy od Jadwigi Szancer, urodził się 17 I 1851 r., zmarł w Wiedniu 26 XI 1916 r.: https://www.jewishgen.org/databases/jgdetail_2.php (dostęp: 3.08.2021). W przeciwieństwie do żony nie porzucił wiary przodków i jego akt zgonu znajduje się w bazie danych wiedeńskich Żydów.
[6] Patrz: tekst Jolanty Żyndul w edycji książkowej.
[7] W notatkach Tadeusz Strumff podaje 1823 jako rok narodzin Emy Szancer z domu Lewenstein . Według danych na metryce urodzenia Józefy i Stanisławy Szancer, Ema przyszła na świat w 1827 r. Jej mąż Stanisław był 9 lat od niej starszy i urodził się w 1818 r., co się zgadza z informacjami podanymi przez Tadeusza Strumffa. Józefa Szancer pojawiła się na świecie 14 miesięcy po starszej siostrze Stanisławie (ur. 27.09.1846), 10 grudnia 1847 r. Ich jedyny syn urodził się w 1876 r., https://jri-poland.org/databases/jridetail_2.php (dostęp: 3.08.2021). Dane w akcie zgonu z 1893 r. wskazują, że w przeciwieństwie do córki nie zmieniła wyznania. Skan metryki poświadczającej śmierć Emy Szancer z domu Lewenstein: https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/en/jednostka/-/jednostka/12482241?p_p_id=Jednostka&_Jednostka_delta=1&_Jednostka_cur=87 (dostęp: 4.08.2021).
[8] Patrz: tekst Jolanty Żyndul w edycji książkowej.
[9] Temat konwersji wśród Żydów jest skomplikowany, obecnie stanowi obiekt badań wielu akademików, patrz m.in.: A. Jagodzińska, „Duszozbawcy”? Misje i literatura Londyńskiego Towarzystwa Krzewienia Chrześcijaństwa wśród Żydów w latach 1809–1939, Wydawnictwo Austeria, Kraków–Budapeszt 2017. Lista najnowszych publikacji dotyczących tego tematu znajduje się w poniższym artykule A. Jagodzińskiej, Badania nad konwersją: nowe trendy, metody, wyzwania, „Studia Judaica” 2020, nr 2 (46), s. 425–436, doi: 10.4467/24500100STJ.20.021.13664.
[10] W 1889 r. Hipolit Strumff nawiązuje z żoną kontakt korespondencyjny, rok później spotykają się na 3 dni w Krakowie, po czym ponownie zrywają znajomość.
[11] „Wyrzekłam się swojego ja, przeszłości”; „zerwałam z rodziną, ze światem”; „zerwałam z przeszłością, nigdy o niej nie myślę”.
[12] Świadczy o tym wzrost liczby ogłoszeń masażystek, które często też pracują jako akuszerki oraz przede wszystkim otwarcie, w 1904 r., szkoły dla kobiet masażu i gimnastyki Stefanii Marii Karpowicz przy Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie, „Izraelita” 1904, nr 42, s. 499.
[13] Jadwiga Strumff pisze, że przez rok nie była w stanie nic zrobić: „Cały rok siedziałam z założonemi rękoma jak po pogrzebie”.
[14] „Te miodowe miesiące trwały półtora roku, nie z mojej strony, bo tylko z litości nie zawsze byłam dla niego okrutną.”
[15] Więcej o funkcjonowaniu pisma, a przede wszystkim analiza antysemickich utworów literackich w nim zamieszczanych w: M. Domagalska, Zatrute ziarno. Proza antysemicka na łamach „Roli” (1883–1912), Polskie Towarzystwo Historyczne, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2015.
[16] Klasycznym przykładem jest postawa Aleksandra Świętochowskiego i Bolesława Prusa. O stosunku tego ostatniego do Żydów patrz: A. Friedrich, Bolesław Prus wobec kwestii żydowskiej, Officina Ferberiana, Gdańsk 2008.
[17] G. Krzywiec, Polska bez Żydów. Studia z dziejów idei, wyobrażeń i praktyk antysemickich na ziemiach polskich początku XX wieku (1905–1914), Instytut Historii PAN, Warszawa 2017, s. 195.
[18] Tamże, s. 195.
[19] Tamże.
[20] Patrz: Z. Bauman, Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczna, przeł. J. Bauman, PWN, Warszawa 1995, s. 163–170.
[21] „weszłam na schody, od perfum duszno”.
[22] „ah od tej pościeli jak czuć strasznie było”.
[23] Więcej o problemie zmuszania wykształconych dziewczyn do małżeństw z mężczyznami wyedukowanymi wyłącznie w religijnym aspekcie w: Z. Kołodziejska-Smagała, Literatura polsko–żydowska 1861–1918. Studia i szkice, Wydawnictwo UJ, Kraków 2018, s. 168–175. Dość powszechne w Krakowie zjawisko ucieczek młodych Żydówek z domów w obawie przed niechcianym związkiem analizowała Rachel Manekin, w: tejże, The Rebellion of the Daughters. Jewish Women Runaways in Habsburg Galicia, Princeton University Press, Princeton 2020.
[24] Znane są późniejsze tezy publicystów „Prosto z mostu” o zażydzaniu polskiej literatury przez Juliana Tuwima czy Leopolda Staffa. Z kolei ze wspomnień Joanny Olczak-Ronikier wynika, że jej dziadek, znany księgarz i wydawca – Jakub Mortkowicz – na „zająca” zawsze mówił „szarak”, podkreślając słowiański źródłosłów w obawie przed posądzeniem o żydowską polszczyznę.
[25] „Ta mi opowiadała ciągle o swoich flirtach”.
[26] Odnoszę się tu do tekstu Otto Weiningera Geschlecht und Charakter z 1903 roku.
[27] Zjawisko to z dużą przesadą zostało opisane w anonimowym utworze Z salonów żydowskich. Szkic do powieści skreśliła Żydówka, Gebethner i Wolff, Warszawa 1879.
[28] Nahum Sokołów, „Półżydek”, „Izraelita” 1900, nr 6, s. 61.
[29] Tamże.
[30] Patrz: S.L. Gilman, Jewish Self-hatred. Anti-Semitism and the Hidden Language of Jews, The Johns Hopkins University Press, Baltimore–London 1986. Przykładem wyrzeczenia się własnej tożsamości i swoistej samonienawiści jest biografia Zuzanny Rabskiej, która wyszła za mąż za dziennikarza słynącego z endeckich i antysemickich sympatii, a pochodziła ze znanej żydowskiej rodziny. Jej ojciec Aleksander Kraushar był cenionym historykiem, natomiast matka, Jadwiga prowadziła w Warszawie słynny salon, w którym spotykała się śmietanka ówczesnego Królestwa Polskiego.
[31] „Najmilszy stosunek jest z rossyanami”.
[32] J. Bojanowska, W przełomowej chwili, „Ster” 1912 nr 20–21, s. 2–3.
[33] K. Ambroziak, „Co wyraża dyskurs antysemicki”, w: Analizować nienawiść. Dyskurs antysemicki jako tekstowe wyzwanie, red. P. Kuciński, G. Krzywiec, IBL PAN, Warszawa 2011, s. 34.